wtorek, 31 grudnia 2013

Szczęśliwego Starego Sylwestra.

poniedziałek/wtorek, 30-31 grudnia 2013, czyli od pustki i braku czucia do zabawy z ludem przyjaznym

Dzień przed kolejnym schyłkowym momentem,
Przyrzeczeń obietnic i wielkich zmian świętem...
Dzień wręcz właściwie przed końcem byłego,
Nie zaś przed chwilą nadejścia nowego...
Dzień przed zabawą i gwałtem na ciszy,
Gdy ludziom nie starczy ich pamięci kliszy-
Dzień przed Sylwestrem wybywam na obchód.

Dzień przed miodowo-taneczną radością,
bogatą w rumwódki i pląsów kielony,
(wchłonięte przez ludność zostaną z pewnością)
Skrycie przenikam w krajobraz znużony
Patrzeniem na siebie co dobę od zera,
Co rano, gdy Szarość swój płaszcz rozpościera.

Wyruszam na 'miasto', gdy chwila właściwa,
Bo tylko po zmroku swe piękno odkrywa,
Gdy Pan Noc przychodzi i dzienny blask zrywa,
Emocji się budzi ma duszyczka chciwa.

Poruszam się wolno, licząc na czucie,
Że neon ze stacji benzynosprzedajnej
Przepowie mi jakoś, udzieli mi tajnej
Porady, jak wzbudzić emocji ukłucie.

Poruszam się wolno, mym okiem rzucając,
Na ziemię w papiery ulotki zerkając,
Co leżą rzucone, co leżą tak stadnie,
Karteczki wgapione w gwiazdozbiór bezwładnie
Nie dadzą mi rady, jak wyjść z zimnej celi.

***

Powracam więc w progi przyjazne mej twarzy,
Wiedząc że uśmiech już zaraz zawita,
Że trafię wśród ludzi, gdzie słowo nie parzy,
Gdzie Szarość o wejście do domu nie spyta.
Zostawię ulotki i neon w oddali,
I oddam się śmiechów nieskończonej fali,
I życzę dziś światu, raz jeden konkretny,
By wieczór ostatni miał status: prześwietny.



***[31 grudnia 2013] Ostatni wieczór przed dniem Sylwestra, spacer, moment, kiedy dochodzę do wniosku, że dziura, w której mieszkam, zwana Zawierciem, przestaje być atrakcyjna nawet po zmroku, ale zawsze znajdą się rzeczy małe, takie jak neony odbite w oknach Urzędu Miejskiego, które tak śmiesznie unoszą się, kiedy idę, czy też zwykłe ulotki, leżące na brudnej ziemi, spoglądające pionowo w górę, że znajdą się takie rzeczy, zwracające mą uwagę i będę mógł tego czucia szukać. Nikt nie mówi, że w nich je znajdę, bo raczej nie znajdę, ale przynajmniej wiem, że nie jestem sam, wiem, że poszukiwanie nie jest bezcelowe.
No i ostatecznie mamy kończącą zwrotkę napisaną dzisiaj, właśnie w Sylwestra, godzin kilka przed zabawą, zwrotkę, w którą wierzę, mimo tego wszystkiego, co działo się wieczór wcześniej. Kocham lud, z którym więzami przyjaźni jestem związany i życzę im, sobie, i nawet światu, tak, życzę wszystkiego najlepszego na dzisiejszą noc! ***  

czwartek, 26 grudnia 2013

Boże Uśmiercenie.

Widzę drzewo z bombkami złotymi zrośnięte,
Znów lampki ze srebrnym łańcuchem zlepiane,
Co nimi gałęzie rok w rok otaczane,
Pod ozdób miliona ciężarem ugięte.

Czuć zapach owieczek, wełnianych żyjątek,
Marchewki chrupanej uszatych zwierzątek,
Zdrobnienia wyczuwam w ilości przesadnej,
Czyż luki w scenerii nie widać tu żadnej?

Wsłuchuję się bardziej w życzenia krążące
Skaczące z człowieka jak pchła na człowieka,
Tak dużo, zarazem tak mało znaczące,
Wylane z beczułki, co znów nie ma wieka,
Beczułki z mieszanką tych szczerych i nie-,
Harmider nieziemski, ze słuchem mym źle.

Ma czujność wzmożona i coś mi nie leży,
Nikt za mną nie kroczy, do stajni nie bieży.

Ogarniam zmysłami, co dzieje się, bowiem
Poszedłem do miejsca, gdzie lud zgromadzony,
Gdzie miał być Syn Boży i wiecie, co powiem?
Właściwie jest tutaj, jednak... uduszony.
Karpiem, prezentem, kłótniami zgnieciony.



***[26 grudnia 2013] W ten wieczór, PEŁEN ŚNIEGU I ZIMOWEJ ATMOSFERY XD, miodem z deka okraszony, jednak bez przegięcia, witam Was ponownie!
Nie będę się dzisiaj zbytnio rozpisywał, nie ukrywam, że te święta są dla mnie bardziej, niż mniej trudne, ale znalazłem siłę i wenę, żeby jednak czymś się z Wami podzielić. Mogę zostać uznany za hipokrytę, co do tego, że sam pacnąłem na fejsbukowej stronie krótki post życzeniowy, ale: pragnienia jedzenia i innych rzeczy dla Was były szczere lol; jest tam coś, dwa słowa, które bronią mnie przed tym tytułem, jakie? Zerknijcie sami, na pewno znajdziecie.
Do rzeczy: Z czym mierzymy się dzisiaj? Z przemianowaniem radości z narodzin Bożej Dzieciny na 'posiadówy', ze skupieniem się na wszystkim, lecz nie na tym, co jest głównym punktem tej chwili w roku. Jest wszystko, tylko nie to, co być winno. Nie twierdzę, że sam temu nie ulegam, ale staram się, jak tylko mogę walczyć. Miłej lektury C: ***  

sobota, 21 grudnia 2013

Zmiennokrwiste Ptaszysko.

Niegdyś widziałem ptaka żywego,
Pikawa [krew bordo] w aortę wlewała.
Z nastrojem pogodnym krew ciepła współgrała,
Mięśnie wpędzając w chęć lotu nowego.

Niegdyś widziałem ptaka wolnego,
Co oczy miał w miejscu tam gdzie być powinny
I niegdyś widziałem ptaka zdrowego,
Czy mimo że widział, sam był sobie winny...?

Zobaczył parapet nad wyraz błyszczący...
Skupiony pikował, choć wiatr porywisty
Na trakt go przepychał spokojem trącący,
Wybierał parapet ten pełnoziarnisty.

Deska, co miała nakarmić gołębia,
Prócz ziaren pożywnych też pełnociernista.
Krew pierzastego stworzenia wyziębia-
Cierniowa powierzchnia trująca nieczysta,
Pokryta barwnikiem błękitu zimnego,
Złączyła wyrostki ze skórą ptaszyska-
Płyn nabrał odcieniu niezwykle ciemnego,
Ochłodzon skrzydlaty już nawet nie piska.

[Niebieska krew] bowiem wypełnia naczynia
Krwinkami bez tlenu, do pustki przyczynia
Się wokół osoby i po organizmie
Rozprzestrzeniania, chłodu wtłaczania.

***

I lata ptaszysko pomiędzy drzewami,
Odległość trzymając, bez szansy ukłucia,
Niezbyt wciągnięty w rzecz z parapetami.
Zlękniony swych skrzydeł nowego rozprucia.

"Na imię mi Impresja, kocham Cię zadziwiać. Ten tutaj fruwak to nie je jabszczomb lecz Gołąb Gromowładny, bardzo wyjątkowy, Brat mój Wam sprostuje co się dzieje, co wariuje. A ja jego wierszem przed bublikacją zaszczycony ilustracyją ciskam zadowolony."

***[21 grudnia 2013] Niezwykły obraz towarzyszy dzisiejszemu tekstowi, Narrator Gromowładny jego twórcą. Proponuję w ramach umowy spojrzeć na ptaka/gołymbia jako na człowieka, zaś na parapety dla odmiany, zaszalejmy, jako na... ludzi. Zbyt częste/bolesne stykanie się z tymi drugimi wyposażonymi w mechanizmy raniące i inne cudactwa prowadzi do zniechęcenia, już nawet pal licho zniechęcenie, ale do zmiany nastawienia ogólnego. Czasem wręcz strachu, ale nie trwającego chwilę, a zaliczającego się również do efektów długofalowych, co wychodzi niekoniecznie od razu. I co wtedy? I wtedy nie jest już tak miło i przyjemnie, bo nie jest się w stanie spojrzeć na parapet, który mechanizmów nikczemnych nie zawiera, nie jest się w stanie zerknąć i przekonać, czy naprawdę nie ma on mechanizmów ochładzających i zobojętniających. 
I tracą wszyscy. ***

poniedziałek, 16 grudnia 2013

Krucha Sztuka Egzystencji.

Witajcie ponownie! Dzisiaj zaczniemy od komentarza, bo bez niego poniższy tekst wydawać się może zrozumiały co do logiki, ale niezrozumiały co do wszystkich odniesień w nim zawartych, a to wyjątkowo ważne tym razem, temat przecież niecodzienny dość.
Pomysł narodził się 12. grudnia, czyli dzień, a właściwie późny wieczór, przed 12. rocznicą śmierci lidera zespołu Death - Chucka Schuldinera. Oto hołd dla kogoś, kto dał mi tak wiele, nawet o tym nie wiedząc. Nikt kryształem nie jest, nie był i nie będzie, ale ten człowiek to postać naprawdę wyjątkową w historii muzyki... i też mojej. Każda zwrotka odnosi się do jednej płyty „Śmierci”, ostatnia zaś...

Co więc konkretnie tutaj mamy? Na początku poruszyłem kwestię fascynacji Chucka horrorami, dzięki której mamy np. „Evil Dead”. Cały album „Scream Bloody Gore” (1987r.) do dzisiaj wzbudza we mnie niesamowite pokłady energii (aż chce się żyć, o ironio-patrząc na niektóre tytuły :D), a pierwszy riff „Zombie Ritual” hipnotyzuje.

Druga płyta pod względem liryki była ambitniejsza, opatrzona nazwą „Leprosy” (1988r.). Co mnie ruszyło? Zdecydowanie wers z utworu tytułowego, brzmiący „Their lives decay before their eyes”. Czy nie taka jest bowiem prawda? Życie rozpada się ludziom na ich oczach, czy to fizyczne czy duchowe. Druga część strofy tyczy się mocarnego „Pull the Plug”, pisanego z pozycji osoby żyjącej wyłącznie dzięki aparaturze medycznej. Krótkie, acz dobitne słowa: „Life ends so fast, so take your chance / And make it last” sprowokowały mnie do podobnych przemyśleń, stąd rozważania na temat ilości uderzeń serca, że może, skoro nie jest ich tak wiele przed nami, można zebrać poślady i ruszyć do boju?

Zwrotka trzecia, tycząca się albumu „Spiritual Healing” (1990r.), odnosi się głównie do utworu „Within the Mind”, bardzo pozytywnego i motywującego. „This power lies within the mind / Gain wisdom through abilities / Change what's to come in future time / Avoiding pain and misery” - te słowa mówią same za siebie.

Strofa numer cztery? Czyli przełomowa płyta „Human” (1991r.). No i teksty dotyczące właśnie człowieka, jego pokręconej natury, której doświadczamy dzisiaj coraz bardziej... Co mnie inspirowało? Szczególnie dzieło tytułowane „Sercet Face”, gdzie widnieją słowa: „Life is a twisted maze of obstacles / Presented by people with a secret face”. Co tu dużo mówić – kłamstwa, kłamstwa wszędzie, a życie to ich mieszanka prezentowana nam w większości przez dwulicowych koczkodanów.

Potem mamy do czynienia z „Individual Thought Patterns” (1993r.), gdzie zapatrzyłem się w utwór zamykający ten szalony krążek - „The Philosopher”, gorąco polecam, warto się zagłębić, choćby dla momentów takich, jak nastepujący: „Lies feed your judgement of others / Behold how the blind lead each other”. Przeca tak wiele opinii opartych jest na nieprawdzie.

Kolejny album, czyli „Symbolic” (1995r.), zaoferował m.in.: „Empty Words” (swoją drogą pierwszy, który usłyszałem) oraz „1,000 Eyes”. Tematu „Pustych Słów” nietrudno się domyślić, drugi dotyczy zaś utraty prywatności, jaka następuje w obecnych czasach i właśnie na kanwie tych dwóch tekstów powstała zwrotka szósta.

Na koniec Chuck i spółka zaserwowali nam „The Sound of Perseverance” (1998r.), krążek zaczynający się od utworu „Scavenger of Human Sorrow”, kolejny zaś tytułowany jest „Bite the Pain”. Jaki z tego wniosek? Jaki wniosek ze słów „I will not feed your hunger, instead / I bite the pain / looking not back, but forward / I bite down hard” płynie?

Chuck odszedł 13. grudnia 2001 roku, po dwóch latach, chwilami bardziej, a chwilami mniej udanej walki z nowotworem mózgu. Jak sam rzekł: „I am past, a story to tell / tell it.”.
Opowiadam więc z całych sił...

Krucha Sztuka Egzystencji.

Ty, co go filmy w strach oblekane,
Zainspirowały do dźwięków pisania,
Pierwszych wersetów na kartach stawiania
W szeregi rytmiczne, z energii składane,
Nowością znaczone, ZombieRytuałem,
Któremu uwagę nie tylko ja dałem...

Ty, któryś widział, że trąd wchodzi między
Myśli, pragnienia, rozkłada organy,
Że gnije niejeden pół-żywy w swej nędzy,
Bo narząd logiki jest zdeformowany...
Ty, któryś widział, że serca uderzeń
Tak mało, tak szybko, że w wyniku zderzeń
Z szansami czy szansą - jedyną być może!
Jest pora opuścić lenistwa łoże.

Ty, któryś widział, że w głębi ukryta
Moc i potęga łatwowydobyta
Możliwość ma zostać, kiedy odbędziemy
Niezbędne nam wszystkim duchowe leczenie.
By przyszłość odmienić, w kontrolę wejdziemy-
Obcymi się staną i ból, i cierpienie.

Ty, któryś mówił, że życie zmieloną
Papką jest przeszkód, tworzoną przez ludzi,
co maski ściskanie codziennie ich budzi,
Mieszanką kłamstewek do końca przeczoną...
Nawet gdy winy wrzynają się w oczy,
Gdy kula wyrzutów ze szczytu się toczy,
Miażdżąc psychikę, zdobyczy złaknioną.

Ty, coś ogłaszał ślepotę mentalną
Co poza skorupą panuje łamliwą,
Gdzie fałsz dla wartości jest rzeczą letalną,
Dla człeka brudnego, co drogą krzykliwą
Za rękę prowadzi bandę mu równych,
Co w świecie obecnym uchodzą za głównych,
Zerwane wiązanie ich z rzeczywistością,
Zaś prawda bolesna w ich gardle jest ością.

Ty, któryś wiedział, że ostrza werbalne
Potrafią rozrywać raz-dwa pociągnięciem
Frazesu pustego idealnym cięciem
I ufność otwartość zmieniać w anormalne.
Ty, któryś wieszczył, że tysiące gałek
Oblepią codzienność, a my zniewoleni
Stracimy prywatność przez świat otoczeni,
Zdeptani będziemy przez globalny wałek.

Ty, któryś smutku padlinożercę
Dostrzegał i jego apetyt parszywy.
Ty, co twierdziłeś "miast karmić, uśmiercę"
Miast stać się ofiarą, odszedłeś stąd żywy...
Ty, choć pożarty chorobą złowrogą,
Co kruchość życiała nieraz dostrzegałeś,
Lecz mimo słabości wciąż szedłeś swą drogą
I chociaż czas niknął Ty się nie poddałeś...

Tyś jest opowieścią dzisiejszą i dawną
Tyś jest opowieścią i dnia jutrzejszego.
Została nam mądrość, bogactwa wielkiego
Pokłady nam dałeś, by serce duch sprawną
Maszyną nam były, bez iskier chodziły,
O dzięki Ci, Mistrzu za wszystkie Twe słowa...

***Dziękuję, że dotarliście aż tutaj.***  

piątek, 6 grudnia 2013

Trup na krześle.

Drodzy moi, Państwo mili,
Sen dziś miałem, zapytacie:
„O czym śniłeś?”. Już Wam mówię,
Twierdzić śmiem, opadną gacie,
Zaś po całej sytuacji:
„Co Ty piłeś?” padnie pewnie,
Żadne z Was już dziś nie ziewnie!
Bo historia niebanalna.

„Na krzesełku siedzi trup,
Skąd on przybył? Tup tup tup,
Kroki jego tak wybrzmiały;
Nim mu życie odebrały...
Sami zobaczycie co.

Na krzesełku trup spoczywa,
Ręką, kością się podpiera.
Chyba nuda go spożywa,
Chyba znudzon jak cholera,
Czeka na coś, znaczy... czekał.

Sytuacja niecodzienna,
Sam próbuję jakoś mądrze
Wytłumaczyć i zrozumieć,
co tu robię, jak to, skądże?

Zastanawiać się począłem,
czy też ducha wyzionąłem?
Czym ja trafił tam, gdzie on?
Czy to niebo? Czy to dzwon
wedrze się w me uszy z wdziękiem
I obwieszczy - jest zebranie
dla przybyłych do nowego
Świata nieodgadnionego,
Że z trupami obcowanie
Się zaczęło i trwać będzie.

Szereg pytań w mojej głowie,
może łaskaw ktoś odpowie?

Owy szkielet w garniturze...
Kim był kiedyś, elektrykiem?
Może butom zdrowie zwracał?
Umarł będąc starym prykiem?
Czy na czas swe długi spłacał?
Dziesięcinę państwu oddał?
Żonie w kłótni rację poddał?
Zdradzał ją czy też nie zdradzał?
Czy rodzinie swej zawadzał?...

(...W mojej głowie pytań szereg-
Jeszcze sen? Już rzeczywistość?
Jak nie lubię takich gierek!
w jakie służba zdrowia grywa,
płatki kwiatów swoich zrywa,
auto-śmierć powolną czyniąc.)

Nagle sobie uświadamiam!
Serce moje oszalałe
Uspokajam, już poskramiam.
Trup zmarł z nudów! Na lekarza
Oczekując się nie zraża,
Nie wiem tylko, czy doczeka?
Jednoznaczna jest diagnoza.

Zabiła czekania doza,
Zabiła zdrowia opieka.

***[9 grudnia 2013] Ostatnia wizyta u lekarza odbiła się na moim zdrowiu tak, jak widać - nawet nocą nie dała mi spokoju, kiedy miałem śnić o okładach, koniorożcach i innych przyjemnych rzeczach. A przecież czekanie na trzyminutową wizytę trwało tylko dwie i pół godziny – co więc czuć mają ludzie czekający po kilka tygodni, czy miesięcy?
Nie wiedząc, gdzie jestem w mym sennym marzeniu, zacząłem się wręcz zastanawiać, czy czasem nie zszedłem i zaraz dowiem się, że witamy w pozagrobowym. Okazało się całkiem co innego...
Taki dowcip. Czy trafny, sami oceńcie :D***  

piątek, 29 listopada 2013

Panowie i Panie, pora na rzyganie.

I idę przez pole zielone z czerwienią
Przed mymi oczyma złociste się mienią
Pszeniczne łaniska i łany zbożowe,
Tulipan i maki takie zniesmaczone

Bo w głębi gdzieś rzygam,
Rzygam w nieskończone.

Nieboskłon okryty trującym nalotem-
Pleśniowa otoczka, zbyt długo tu stoję!
Zmęczenie mą czachę miażdży swym młotem,
Sam nie wiem, czy nadal choć trochę się boję?
Nie boję, bo ruszam i resztki mam głowy
I wszystko wypływa, rzygam informacją,
Nie umiem utrzymać w ryzach swej mowy,
Bełkoczę i rzygam ludzi "wielkich" racją.

Niebo znudzone
Te ziarna pleśniowe w umyśle mym sieje
Próbuję zrozumieć, co się tu dzieje?
ZA DŁUGO I DUŻO, tu leży odpowiedź.
Bez oszukiwania, oto moja spowiedź.

Zgromadzeniem rzygam wiedzy wiadomości,
Resztki mego mózgu, mięśnie ścięgna kości,
Rozlewam się w części, zbyt wiele jest myśli,
Zbyt wiele Was, mętlik, niepotrzebnie przyśzli-
ście gościć w pamięci zgoła przepełnionej.

Nie mogę się skupić, torsji nie powstrzymam,
Jedyne, co zostanie, uśmiech na mej twarzy,
Dwadzieścia jeden gramów, tyle dusza waży,
Tyle pozostanie gdy wszystko zwymiotuję,
Co męczy iryci i stres powoduje
Może właśnie wtedy mój spokój naprawię?

***[8 grudnia 2013] Zmęczenie, przesyt, nadmiar, nieogar. Zmęczenie maturami próbnymi, zmęczenie wiedzą, nauką, informacjami, słowami, myślami, twarzami ludzi, którzy wiedzą, co dla nas najlepsze, nadilością tego wszystkiego. “ZA DŁUGO I DUŻO, tu leży odpowiedź.”
Idę. Idę, nufin czejndżys. No i spoglądam w to niebo, proszę ja Was, I widzę, że trwa to zdecydowanie za długo, bo pleśń jawi mi się przed oczami. Czaszka rozlatuje się w kawałki pod wpływem uderzenia młota, wszystko wypływa, rzygam tym coraz bardziej I muszę poczekać, aż skończę, sam nie jestem w stanie przerwać. Uśmiecham się, bo lubię, nie tylko po to, żeby poudawać, ja po prostu chcę się uśmiechać. Niebo zaczyna zrzucać te pleśniowe krople, ziarna, sieje je w duchu, powtarzalność I cały ten syf wrzyna mi się w umysł. No ale cóż. Pozostaje oczyścić się do końca. I będzie okej.***
Narratora Gromowładnego obraz.

Dodaję obraz brata mego Gromowładnego, zapraszam do galerii fejsbukowej jego :D .

piątek, 22 listopada 2013

Może? cz. II

Może dom wypełniłaś
po brzegi brzeżki same.
Lecz on dziś jakby bardziej komora beztlenowa,
Zabierając płótno, kolory, tylko ramę...

Może tak jak nigdy dzierżyłem białą kartę
Gotową do zalania kolorów szwadronem
Do stania się wreszcie 100 procent obrazem
Zsyntezowanym z dwojga, mieliśmy nim być razem
Wespół przy malunku mieliśmy pełnić wartę.

Już tylko rama wisi mocno nadgryziona.
Niby nihil novi, pamiątka ostawiona
Niby była moja przed tą naszą próbą
Mogę więc rysować pretensję kreską grubą?
Po ścianie krwią zalanej, przy płótna wytarganiu
Płynem wytryśniętym przy szczęścia wyrywaniu.

A. teraz, z decyzyją
Twą słuszną, czy niesłuszną?
W ramie pozostałej się duchy Ciebie wiją
Ja patrzę zaś z nadzieją na ich odejście próżną.

Celem i zamiarem w dzieło zapatrzenie
Gdy jednak już go nie ma, wracam w rozdwojenie-

Za otworem w murze kikuty drewniane
Lasem dość na wyrost przez szczęśliwych zwane
Tuląc się do siebie, liście porzuciły
Mgłą okryte chłodną jak i me zamczysko
Wciągnąć mnie pragnęły, intrygą nęciły,
Nie wiem, co uczynię, do upadku blisko.

Znędzniałe drzewa kocham mrokiem określane
Cóż pozostało czynić gdy dzieło rozpłatane,
Może w ich objęciach-
W domu pozostanę?




***[7 grudnia 2013] Rama, obraz, kartka, dom, taka sytuacja. Biała karta, czyli sytuacja od zera, czysta, wydawałoby się. Gotowa do zapełnienia. Czymże jest człowiek, bez drugiego człowieka? Czymże jest rama bez obrazu?
Rama to ja, a kartka to uczucia, emocje, doświadczenia. I zdawałoby się, płótno zapełniało się zacnie, kolorowo, szczęśliwie, a skończyło się wyrwaniem tego, co było. I chwilami, rzadkimi, ale jednak, zdarza się patrzeć w tę pustkę, widząc przeszłość, chce się patrzeć, ale I pragnie się rzucić to wszystko. Ale to nie odchodzi tak łatwo.
Niepewność, brak wiedzy, czy tak, czy nie, a może tak było lepiej, a może tak byłoby inaczej.

Celem było szczęście zawierane w obrazie. A skoro nie tak, pozostaje to, co poza zamkiem ducha, to, co zaprasza, mniej, czy bardziej serdecznie – mrok. Chyba godzę się, pogodziłem, że on będzie, że te drzewa, które tak kocham, będą mnie ciągnąć ku sobie. I po prostu muszę z tym żyć. Pytanie tylko, na ile będę w stanie być z, a na ile bez.***

Może?

Może wypełniłaś
po brzegi pusty dół
Uśmiechami swymi, kąpiel zalecając,
Wodami 'leczniczymi', kojąco działając
Uczynić ducha miały
Pełnym a nie pół.

Może wypełniłaś po brzegi zagłębienie
Wokół swej osoby o pomoc zawołaniem,
Bo Cię zaskoczyło wyspy zapadanie
Proces mocno gnilny, podwalin rozłożenie,
Bo to pierwszy raz?

Możem odzież zrzucił, nagość ukazując
I blizny niezgojone na szarej istocie,
I gdym już dopływał, ugrzęzłem w kłamstwa błocie
Co wyszło spod wołania i śmiechów rozpuszczonych.
W zranieniu palców słodkich się nie spodziewałem
Świadomie nieświadomie szponów zatopionych
W tym co dbać prosiłem
I się opiekować
Tonę.



***[6 grudnia 2013] Spójrzmy oczyma wyobraźni. Tutaj człek numer jeden, stojący na wysepce, człek numer dwa zaś stoi nieco dalej. Na brzegu, dajmy na to. Między nimi ciecz – tylko co to za ciecz, wypełniająca przestrzeń? Tego nie wie nikt. Z perspektywy czasu dalej nie ma pojęcia. Z jednej strony może to być woda dobra wspaniała kojąca. Lecznicze działanie wystąpi i doprowadzi duszę do pełni szczęścia, gdy się ludzie spróbują do siebie zbliżyć. Z drugiej może to być coś całkiem innego, świadomie, lub nie wylane wokół wyspy. Zdejmuje się otoczkę, odkrywa się, płynie się.

A potem się tonie.***


środa, 20 listopada 2013

Trzecie Oko.

Z dedykacją dla Bartłomieja Lipińskiego, znanego też jako Narrator Gromowładny .

Podchodzę bezgłośnie, ściągnięty przez chęć,
Wiedziony pragnieniem Oka posiadania,
Nie pary danej wszystkim, lecz Oka spoglądania
Za kurtynę ducha sztuki ponadczucia.

Podchodzę bezgłośnie, ściągnięty przez chęć,
Gdyż oprócz standard zmysłów, każdy ma ich pięć,
Miałem w środku szósty, coś jakby na kształt Oka.
Zginęło w życia pędzie, boję się, nie wróci,
Zdradziło mnie, odeszło, muzyka grozy nuci
Mi się znowu we łbie,
Opanowania pora...

Zgubiłem szósty zmysł, coś jakby na kształt Oka,
Niezbędnego duszy, jak mojej, niespełnionej,
By opisywać światy, ginąc w nich jak sroka
Co w kości zapatrzona syci swoje oka.

Podchodzę bezgłośnie, ściągnięty przez żądzę,
Otoczony szlamem zazdrości własnej błądzę
Krążąc wokół człeka, co dzierży Oko Trzecie,
Pragnę jego zmysłu, niech także on go nie ma!
Lecz chwila przemyślenia, nie tędy droga przecie,
Nie tędy wiedzie droga, szlak słowa "Bohema".

Zakopałem topór, siekierę, co nią miałem
Wydłubywać Oko, siepać w drobne części,
Gdy nad głową Twoją przygotowan czyhałem,
Na kołku drewnianym zaciskając pięści.

W dłonie Twe złożyłem wyrazy przeproszenia,
Zakopując broń przy krajobrazie polnym,
Wybyłem z duchowego zazdrości uwięzienia.
Odkryte w świetle dziennym, w tym kwasie oczyszczenia,
Oko i powieka, wcale nie zginione!
Odkryte na ponów w mej prośbie wybaczenia.

Zostało mi tylko pozbyć się okrycia...

...Więc na powiekę spłynął wspomniany błogi kwas,
Rozluźnił się zaciśnion na gałce ocznej pas.

I wtedy ma powieka nareszcie zaniknęła,
Odsłaniając Oko, spragnione wgłąbwidzenia.

I wtedy ma powieka po twarzy popłynęła,
Przeoranej szponem złożonym ze zmęczenia,

Co sam sobie funduję, jak ktoś świąteczny prezent,
Zakładam te pazury, nie śpiąc godzinami,
Miast nakryć snami ciało, spoczynku włożyć brezent.
Gdy siadam na konstrukcji drewnianej ssprężynami,
Znów skrzypiącymi głośniej, w myśl dając przemijanie,
W postbytu czarną dziurę wszechrzeczy opadanie.

I cieszy mię to bardzo, gdyż teraz nawet w blasku
Kuli wodorowo-helowo-wybuchowej
Mogę więcej widzieć, nie boję się ni piasku,
Ni wiatrowej fali we mnie rozpędzonej.

Patrzę, oby wiecznie, w świetle, czy ciemności,
Patrzę, niekoniecznie martwiąc się skutkami,
Bo po to Trzecie Oko w mym duchu się też gości,

Bym nigdy już nie kluczył we własnej moralności.





***[5 grudnia 2013] Polecam się zapoznać z utworem "Third Eye" zespołu Tool. Czyli jak odnalazłem mój zmysł gapienia się na wszystko głęboko, ale w miarę mądrze. I szczęśliwie obyło się bez prób zabrania weny komuś, kto ma jej ogrom.
Zazdrość to straszna rzecz, zaś ja, myśląc, że mnie nie dopadnie, myliłem się niebywale... Sprawia, że jest się gotowym mentalnie zabić. I czasem trzeba usiąść i przemyśleć swoje odwroty, ucieczki i takie inne, czy one mają sens, czy może lepiej byłoby otwarcie rozwiązać problem, może przy tym znajdując nawet coś więcej, niż tylko rozwiązanie? I wyrzec słowa przeprosin, w ten, czy inny, jak po części powyżej, sposób.
Czasem to jest potrzebne do uwolnienia się. Do otwarcia się także i na patrzenie w dzień, nie tylko kiedy światła zgasną. Oko jest wolne, to, co je uciskało już nie istnieje, zostało rozerwane, mam nadzieję, że niemoc odeszła, że ślepota już za mną, chociaż trochę. Miałem je cały czas, choć bałem się, że zginęło bezpowrotnie, coś je po prostu blokowało, może to moje lenistwo, może czasu brak, może nie tylko.

W tej kwestii nic mnie już nie powinno spowolnić, ni zatrzymać. Bez mojego Trzeciego Oka jestem nikim. Gubię się. Oby już nigdy.***

piątek, 1 listopada 2013

Wieczny Odpoczynek.

Dedykowane pijanym kierowcom, ludziom fałszywym i ciału, którego uwielbieniu sam ulegam.

Wieczny odpoczynek racz im dać Panie,
Racz im dać Panie Twoje zmiłowanie.
Tym, co meldunek zmienili ostatecznie,
Tym, co na świat nie wrócą już bezsprzecznie
W formie cielesnej, co deski zbite gości.

Pan/jego sługa, w posiadaniu włości,
Czy karton jedynie, co przed mrozem chroniy,
Gdy jeszcze za życia nad głową krążą wroniy-
Pan Śmierć dziś o to nie dba, ma w _____ status wszelki,
Czy związku, majątkowy, porywa Mors wielki
Kto zdrowy wczoraj jest, kto gnije...
Nie żyje dziś, nie żyje.

Racz im dać modlitwę o Zbawienie z ludzi,
Nie zaś butelkę martwą, co pojazd współprowadzi,
Krew ludzką etanolem niebezpiecznie brudzi,
Martwą, bowiem nie wie, że życie ludzkie zgładzi
W zderzeniu efektywnym substratów, samochodów
W reakcji wybuchowej stworzenia nowych grobów.

Racz im dać gorączkę, ogniki czerwone
Pamięci w domach bliskich, mądrego wspominania,
Nie "unikalne znicze" mamoną rozognione,
Meisterstücki sztuki, chęcią pokazania
"Jak bardzo ja pamiętam, oh czy wy nie widzicie?"

Racz im dać rozwagę, gdy jeszcze kroczyć mogą,
Po świecie się pałętać, gdy jeszcze nie są w Górze,
Ni gdy z Aniołem Grzechu piekielnie długą drogą
Obchodzą swój kociołek, diabelskie mając róże,
Co ranią butonierkę swymi kolcami...

Racz im dać rozwagę, bo mięso ich raz drogie,
Tak bardzo bez znaczenia to cielsko się dziś staje,
Gdy się oddaje w trumnie w liczne ramiona wrogie,
Pakt zawiązując gnilny z bakterią, co mu daje
Radość rozkładania, członów odpadania.

Racz im dać rozwagę, by dzień mijał dwojako,
Nie ciałem samym działać, ale i jednako
Ducha poużywać, o to tylko proszę.

Wieczny odpoczynek racz im dać Panie,
Racz im dać Panie Twoje zmiłowanie.





***[3 grudnia 2013] Ameryki nie odkryłem, ale uznałem, że zaznaczyć warto - Śmierć generalnie ma w głębokim poważaniu, czy bierze posiadacza, czy posiadanego, tego, co to gości się w willi, czy kartonie.
Druga kwestia, która mnie ruszyła w drodze na cmentarz, to alkohol. Jaką ironią jest, że też ludzie, przez ich nietrzeźwość, czy też czyjąś, po prostu giną w wypadkach samochodowych, zamieniając "drogę na groby" w "drogę do grobu".
No i moment, kiedy widzę kilka bardzo okazałych zniczy na jednej płycie, co jasno sugeruje, że zakupu dokonała jedna i ta sama osoba, widzę to i zastanawiam się nad sensem. Lampka to niby nie prezent, ale obdarowujemy ludzi, owszem, też dla własnej radości, ale głównie by zobaczyć banana na ich twarz. Co da kolejna lampa wielkości krowy i ze zdobieniami godnymi budowli starożytnych - nie wiem. Ale to tylko ja.
Wracając zaś dla świata żywych, cóż, byłoby zacnie, gdyby żyć nie tylko ciałem, ale i duchem, ja wiem, to nie zawsze jest łatwe, ale... ciało ma to do siebie, że w momencie śmierci jest tyle warte, co nic i nagle uznaje, że pora zmienić znajomych na tych dużo mniejszych i dużo liczniejszych. Więc błagam, myślmy, skoro nie wszyscy chcą, myślmy chociaż my, bowiem inaczej inteligencja w społeczeństwie wymrze, a tego byśmy nie chcieli... :D***

niedziela, 27 października 2013

Między Cieniami a Jasności Blaskiem.

Między światem cieni, a światem jasności
Iść znowu czy znów nie iść? Brak zdecydowania,
To Lustro mnie naciska, rama jego z kości -
Nie minionych wspomnień, lecz teraz dziś lękania,
Kofeiny, łoża, pikseli ukochania -
Oto jest szpik kostny ramy Lustra przejścia,
Oto co otacza do nadpodziemia wejścia.

Co kryje się w odbiciu?
Co tonie w żółtej plamce, w oku, w mej siatkówce?
Cóż jest po stronie drugiej? Czego nie widzę w życiu,
W tej części jego jasnej, gdzie nawet mikrej mrówce
Winienem krzyczeć radość istnienia bytowania,
A nie umiem choćby szepnąć sam ku sobie,
Żem zyskał czas od świtu do zmroku przeżywania,
Żem nie zagościł dzisiaj w psychofizycznym grobie.

Z mgły zalustrzanej wyłaniam się nieznacznie.
Całkiem identyczny, jak w świecie jasności,
(Broda, co próbuje dodać mi mądrości,
Nacisk na "próbuje" połóżmy, bardzo proszę,
Nie chełpmy się czymś takim, co tylko w środku noszę,
Wypływa co na zewnątrz nie tedy kiedy trzeba,
Zawór ze słowami zamknąć chcę - się nie da!
Przedziwnie zaś gdym sam jest rozsądek jakby wrzątek
Paruje z mojej twarzy, paruje i paruje...)

Jednak jest element, asymetryczność tworzy!
Na ramieniu moim w odbiciu się tam płoży,
Wonsz, co prawi błoto, grzech, lecz i realia,
Zasadzając głosy - jak pięknem kwiatów dalia
Uwieść uszy mają. Co on oferuje?
Co stwór w ciemności knuje?

Tak, kusi mnie odwiedzić drugą stronę ducha,
Gdzie może nawet inną, ciekawszą je bzzz mucha
Tam zawsze jest inaczej, tam nowe ścieżki ryję,
I to mnie właśnie martwi, bo nie wiem co odkryję.
Ilekroć z niepewnością przekraczam tę granicę,
Znów płonę wstydem starym, goreję na szaro,
Płonę, bo kołatkę wrót szklanych znów pochwycę
Po trzykroć nią uderzę i znów stanę się marą...

A może nie tym razem? Jest sens lądować w brei?
Wędrować przez sny zimne, pełne martwych idei,
co przed szkło mnie popchnęły, zmuszając do wyboru...
Iść znowu czy znów nie iść do mrokupełen tworu?

***

Pragnę
TRZASK






***[2 grudnia 2013] Słowo wstępu się należy, bowiem pomysł zdaje mnie się niecodzienny zawitał wtedy we mnie. Wyobraź sobie Panienko, Paniczu, Kobieto, czy Mężczyzno w końcu, dwa nastroje, dwa uczucia, jasności i mroku. I jak zwykle dołóż do tego niezdecydowanie.
A oto jest lustro, które działa jak portal między tymi dwoma stanami, stanowi element przejścia. Zamiast ramy, obudowy, ma kości, tak, wyobraź to sobie, kości wypełnione myślami, sytuacjami, okolicznościami, stanem rzeczy po prostu, niekoniecznie przeszłości, kij z przeszłością, ale moment, chwila obecna, to, jak rzeczywistość, realia, prezentują się teraz.
No i niekoniecznie kawa, ekran i łóżko, jako elementy wypełniające ramę, ułatwiają decyzję. Stoimy sobie kulturalnie po tej, nazwijmy to, jasnej stronie. A co jest w odbiciu? W odbiciu widać drugi świat, drugi stan, niby to samo, co tutaj, ale jednak nie. Stan, który nie napawa optymizmem i wdzięcznością, zawierucha. Największy ubaw wprowadza jednak mgła, która tam wisi i zasłania to i owo. Jest ciekawie, niewątpliwie, jest intrygująco, A MOŻE BY TAK WEJŚĆ TAM, c'nie? No i witamy się z panem wężem, który nie oferuje może towarów najlepszej jakości, ale przynajmniej jasno mówi, jak jest za szybką.
Dodam na koniec, że tak, tam jest przyjemnie, ale niezbyt długo, nie polecam przeginać, bo można znaleźć rzeczy, których by się znaleźć nie chciało i przy okazji utknąć.
Czasem chcę, fakt, chcę usłyszeć dźwięk tłuczonego szkła, ale to raczej nie nastąpi, do zobaczenia jutro.

Inspirowane... "By and Down" A Perfect Circle, "H." Toola, grą "Beyond:Two Souls"... no i przemyśleniami produkcji własnej.

sobota, 17 sierpnia 2013

… I w Płomieniach Stanęła Kamienna Zasłona.

W mej izbie zawisło płótno pociemniałe.
Sam mu dopomogłem, ach myśli niedojrzałe
Wspomogły moje ręce umieścić je wysoko,
By nie sięgało zewnątrz zgłupiałe ludzkie oko.

Dla światła uchwaliło nieprzepuszczalną błonę,
Zawieszon na karniszu zimnometalowym...
Drążku pod sufitem z żabkami połączony,
Stalowym uściskiem schwyciły tę zasłonę.

Tak trwałem dni tygodnie miesiące, noce całe,
chwilami rwać próbując na kawałeczki małe
Zasłonę co dla zmysłów jakoby mur kamienny.
Efektów brak nadzieję zagasił niezmienny,
Niezmienna owa ciemność, co opętała oczy
Tak chcące zobaczyć, jak Słońce niebem kroczy.

Po nicostradzie mlecznej przez pokój przemykała
Tylko kometa pragnienia niosąca,
Warkocz ognisty za tyłem swym ciągnąca.
Jednakże płomień zimny... na nic się nie zdała
Poświata błękitu, co ogon otoczyła,
Zasłona, jak wisiała, na swoim miejscu była.

I wtedy zapach ognia nozdrza me wypełnił,
co zbliżył się z nagła, nadzieję rozżarzył,
I sen mój ognisty jakoby się spełnił,
Dla pewności w dłoń swą żem Ci się oparzył,
Bowiem fala ciepła zasłonę już zalała,
Wielka brudna płachta w płomieniach znikąd stała.
Sen spełnił się bezsprzecznie,
Na pewno, nie jakoby, ja zaś niebezpiecznie
Zbliżyłem się do Słońca, co tylko ono jedno
Oczyścić mnie mogło z letargu w ciemności
Doprawianego czasem szczyptą złośliwości.
To Słońce jedyne, przy którym wszystkie bledną,
Nie słońca, lecz gwiazdki, bo inne-ważne mało,
Przy tym, co z zasłoną pięknego się stało,
Inne nic są ważne rozbłyski w Twej jasności.

Dłoń Twoja zerwała płótno pociemniałe,
Ja tylko Ci pomogłem, ach ręce ociężałe...
Zebrały w sobie siłę, by stare wznieść powieki,
Zebrały w sobie ciepło, by teraz móc je dawać,
Byś chłodu nie zaznała, gdy trzeba-przy Cię stawać,
By zasłona prochem była już na wieki.




***[14 stycznia 2014] Pustka gości w mej głowie dzisiaj, ale skoro już znalazłem ten wiersz i uznałem, że też podzielę się nim z Wami, no to warto rozjaśnić nieco, co to tam wtedy miało miejsce. Czasem odgradzamy się od świata czymś... wkręcamy się w pesymistyczne myślenie, w brak nadziei, bo to wygodne, czasem uzasadnione, a czasem nie. Przegiąć jest całkiem łatwo, szczególnie „pierwszym razem”, bo nie wie się tak naprawdę do końca, co się robi. I z czegoś lekkiego, co da się zrzucić, z lekkiej zasłony robi się kamienna ściana wręcz. Potem człek uświadamia sobie, gdzie się znalazł i próbuje coś z tym zrobić, ale zasłony kamiennej za nic nie da się samemu zerwać, a przynajmniej ciężko, ciężko jest. Traci się nadzieję, że to się skończy. Panuje pustka. Zdarza się, że coś tam się w głowie pojawi, że coś człowieka zmotywuje, ale to może być za mało, trzeba czegoś więcej, niż tylko małe pragnienie.

Słońce, kobieta, słońce nadchodzi i pali, pali niszczy demoluje otoczkę ciemności i obojętności otaczającą człowieka, to się wie, czuje, blask jest cholernie jasny. A potem? A potem można się zwyczajnie odwdzięczyć. ***

wtorek, 25 czerwca 2013

Cień, Oddech głęboki i Kielich po winie.

Breathe, breathe in the air. 
Don't be afraid to care. 


Cień, Oddech głęboki i Kielich po winie
Lecz miast czerwieni woda po brzegi go oblewa,
Któż z nas pewność posiada, ile czasu minie?
Nim słowik strun użyje, na chwałę nam zaśpiewa,
Gdyż przeniesiemy umysł w krainę zrozumiałych?
Ile przemknąć kropel w wodospadzie małych
Przejść musi bez wieści, nim Oddech opanujem?

---



Oto Cień wspomniany, tańczący w szkle przezroczym,
Wodonośny Kielich bierze w posiadanie.
Przesuwa się po krańcu, zamraczając oczy,

Przybył z krain przeszłych, o lasce się wspierając,
Przybył tu za nami, za nic swój honor mając,
Upierdliw i niezłomny, Cień strachem i słabością
Lepiony nieświadomie, gdyśmy pazurami
Rany dostawali... z bezgłośną wściekłością
Tańczy na Kielichu, tańczy pod stopami,
uŚmiechy chowając pod wykrzywioną twarzą,
Wielkie przecież czyny się Cieniowi marzą. 

---



Woda z serca czysta z naczyniem w jedności,
Wnętrze czary jasne, czuję ten fakt w głębi
Wybył z niego osad, co ducha Twego gnębił,
Zostało jeno widmo, jesteśmy zaś w możności,
Pozbyć się ZJAWYska, oddychać w błogości!

Cóż więc teraz...?

Wodę zatruć w planach posiada bez sprzeczności,
Strzepnę pasożyta, cisnę nim do środka,
Ty zaś swoją dłonią, bez zbędnej wątpliwości
Zakryj drogę wyjścia, siła jego wiotka
Kiedy zerkniesz bliżej, nie przejdzie przez barierę.
Utopim go na wieki, nową zaczniem erę,
Erę bez podziemi i „zbyt długich nocy”
Erę pełną tlenu, światłości i mocy.

---

Oddychaj więc, SłonecznA, oddychaj swoje życie,
Niechaj drzewa ludzkie, co żyć wśród nich poczęłaś,
Tlen rodzą bez oporów, ażebyś, kiedy złote koło niebo zdobi
Spać mogła bez majaków, by znikło wilków wycie,
Niechaj lęk przed troską o gnicie liści pięknych
Już krzywdy Ci nie robi.




Oddychaj z wolna.
Oddychaj w pełni.
Oddychaj.



Inspirowane Tobą i muzyką Pink Floyd. 
Dedykowane Tobie i Floydom.
Napisane dla Ciebie.



***[1 grudnia 2013] No to co, mamy grudzień, pora się zmierzyć. Myślałem - wrzucić, nie wrzucić, gryzie to moje paczenie na przeszłość, nie gryzie, ale dobrze, wrzucę, nie ma się czego bać przeca.
To co my tutaj mamy? Oddech, jako życie, jako korzystanie. Kielich z wodą - woda jest tutaj.. osobowością. A cóż to za dźwięk tam wybrzmiewa, podczas gdy Cień - czyli to, co złe, kroczy po brzegu kielicha? ano, tutaj kłania się projekt Wine Glasses, czyli David Gilmour z Pink Floyd, ooh, zobaczcie sami zresztą w linku. Cień ów demon generalnie jest widmem przeszłości, które nie chce odpuścić, które powstało nieświadomie, z tego, co zrobili nam inni. I chciałby więcej. Nie będę się rozpisywał na temat szczegółów przesadnie, wybaczycie.
Widzę w Tobie czystość, to, co najgorsze, odeszło, został tylko Cień do utopienia, ten Cień, który chce Cię znów zatruć. Po zrzuceniu go do wody trzeba tylko odciąć mu drogę wyjścia. I zginie. I będzie dobrze. Oddychaj, żyj, nie śnij już o złym, nie bój się, jesteś bezpieczna.
Tak to wtedy widziałem. Cóż.***  

niedziela, 5 maja 2013

A oto historia Ulfgara, zacnego ze Wschodu krasnala!

Legenda głosi, że sam wybrał sobie imię.
Każdy, kto próbował mu je nadać, był olewany. Doslownie olewany. ...Znaczy się, w legendzie prawdy jest z reguły ledwo ziarno, jednak tym razem owe ziarno jest całkiem duże, wręcz stanowi całą legendę... No ale cóż mięli począć, jego jednooka matka (pomyliła sztylet z krasnoludzkim badziewiem do tworzenia krasnoludzkiego makijażu, kiedy nieco, a może i nieco bardziej, niż nieco wstawiona na jednej z krasnalskich balang próbowała się umalować) i wiecznie przestraszony ojciec (ten z kolei, kiedy był mały, a przynajmniej młody, wpadł do kotła z krasnoludzkim budyniem i od tej pory miał traumę na sam widok, na samą myśl o owej lepkiej mazi), no cóż mieli począć? Musieli poczekać, aż ich potomek zacznie mówić. Po burzliwym okresie wieku niemowlęcego, kiedy już doszedł, a właściwie doraczkował do mowy, pierwszym wypowiedzianym słowem nie była, wbrew pozorom, "mama", czy też "moja Ty droga, krasnoludzka matko, coś mię zrodziła w bólach i cierpieniach, i wykarmiła, i od zła uchowała", o nie. Pierwsze, co rzekł, brzmiało "Ulfgar". Widać nie mógł się doczekać, żeby rodzice przestali mówić do niego, sepleniąc, przez wypadające, złote zęby, "Beziunio mój a tititi, mój Ty Bezimienny dzieciaczku ti". Miał wyraźnie dość.
Był krasnalkiem niezbyt grzecznym, za młodu próbował bawić się procą, czego zaniehał po wystrzeleniu, w kierunku zachodzącego słońca, czarnego kota, co to spojrzał na niego krzywawo. Nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie to, że pocisk poleciał całkiem daleko, zaś gdy zniknął z pola widzenia słońce zaszło niespodziewanie szybko. I dał się słyszeć krzyk. Ogniście gorący krzyk. Na drugi dzień słońce miało szarą plamę na sobie, zaś co stało się z miaukatym pociskiem, tego nie wie nikt...
Ulfgar, już młodzieniec, mierzący metr trzydzieści w kapeluszu, a nawet i bez niego, ciemno-, i zarazem długowłosy, imał się różnych prac w swoim rodzinnym mieście Gorath, leżącym między wzgórzami pasma Gór Serennah na dalekim Wschodzie. Jednak od małego drzemało w nim jedno pragnienie... chciał być wojem. Wojem zacnym, silnym, poważanym. Będąc rodowitym krasnoludem, z krwi, kości i złota, krasnoludem z hodowaną od małego brodą, którą ozwał Zenobiją (nazywanie przedmiotów i istot żywych stało się jego hobby, nawet wbrew woli, szczególnie tych drugich, stąd jego nieoficjalny przydomek "Nazwociskacz"), czuł, że wojownik to profesja wprost dla niego. Ćwiczył, ile tylko mógł, znosząc głazy z całej okolicy i układając je w ogromne stosy, aż w końcu dostał się do obronnej jednostki wojskowej swojego miasta. Niesłusznie oskarżony o kradzież złotego sygnetu jednego z żołnierzy, w bardzo mętnych okolicznościach zwolniony ze służby i wygnany poza granice Gorathu, przez co, delikatnie mówiąc, nie przepada za innymi przedstawicielami swej rasy. Od tamtej pory włóczy się po lasach, jako wolny 'szczelec', szukając spełnienia...

sobota, 2 marca 2013

Poezjo...

Zawsze sądziłem... Wspaniałość Wszechświata,
Od jego stworzenia, przez wszystkie przeszłe lata,
Gdy nawet mówią "To wspaniałość boska!",
Że nie jest ona lepsza od mojego noska.

***

Kiedym więc szczyt podziwiał wzgórza węchu mego,
Podążając traktem zdobionym łzą bliźniego,
Strumykiem płynącą z duszyczek podeptanych...

Kiedym nóż wycierał w ścierkę spowiedniczą,
Chłonąc wzrokiem blizny, słuchając ich jak kwiczą,
Śmiejąc się złowieszczo z okrutnych ról zagranych...

Kiedym cicho płakał po szczęścia grabieży,
Czując że się budzą mary moralności
I zawodzą chłodno, bez końca, bez litości,
Prowadząc mnie łańcuchem do samotności wieży...
Ja zaś udawałem "Nie dla mnie są te kolce!"
I dniami mokrymi przeklinałem Słońce.

O Poezjo, Tyś wtedy spadła mi jak z nieba,
Trafiłem idealnie w miękkie Twe ramiona,
Zrozumiałem ciernie i złagodniała gleba,
Otoczyła nas jedności i przywiązania błona.

Zmyłaś mgłę z mych oczu, omamiającą szarość,
Wiele mroku przeszło, nim ujrzał światło życia,
Szczęśliwie nie aż tyle, by nastała starość.
Uszy me otwarłaś, nie znałem wilków wycia,
Trąby słonia z buszy, motyla skrzydeł bicia...

Ujrzałem ścieżkę kłamstwa, zdrady i rozpusty,
Jaką kroczy człowiek ułomny i słabiutki,
W XXI wieku pod skorupą pusty,
Nie potrafiący nocy i dnia przeżyć bez wódki.

Dzięki Tobie słowem wazon piękny lepiłem...

***

I gdyś to wszystko dała...
Od siebie mnie odepchniesz?
Rozerwiesz błonę słodką...
Odejdziesz, w otchłań zepchniesz?

***[30 listopada 2013] Zawile, zawile, ale ja to naprawię, ja to wyjaśnię. Ze zdziwieniem patrzę na datę i widzę urodziny mojego alter ego, a to ci dopiero  Niezbyt miły był to okres, rzekłbym wręcz, że dla mojej weny to była chwila hibernacji, trwająca kilkanaście tygodni. Zwróciłem się więc do szanownej pani Poezji z pytaniem "że niby co?", no i szukałem odpowiedzi.
Zaczyna się od samoooceny wysokiej, może nawet z deczka zbyt wysokiej..  Ale myślę, że to było kiedyś. Nie twierdzę, że byłem zawsze i w pełni zły, ale tak się składa, że nu, nie wyglądało moje zachowanie najlepiej przez sporawy okres czasu, egoizm i nerwowość to coś, czego wolałbym już nie widzieć, coś, co kiedyś było na porządku dziennym. "Kiedym nóż wycierał w ścierkę spowiedniczą,", no tak, kolejne nieogarnięte sytuacje, postanowienia poprawy, a potem znów to samo, nie pierwszy raz zresztą ten temat poruszyłem. Trzecia strofa, no cóż, krótko mówiąc wyrzuty sumienia, nie obyłoby się. No i właśnie wtedy spotkałem ją. Nie była ona jedyną pomocą w reorganizacji mojej osobowości, ale bardzo ważną. Bardzo powoli, ale towarzyszyło mi całe to Trzecie Oko, pozwalając zrozumieć, otwierając mnie.
No a potem zrobił się problem, bo gdzieś to wszystko się rozeszło, na całkiem długo. Szczęśliwie nie na zbyt długo.***