poniedziałek, 10 lutego 2014

Pierwotne Piękno/Kosmiczna Anatomia

Nogi mnie niosą przez dżunglę zieleni,
Lian i storczyków, i bandy goryli.
Wreszcie dotarłem w ten ogrom przestrzeni,
Pauza, by poznać, jak pierwej żyli
Czarni rodzice wszech cywilizacji.

Dymu ciemnego się zapach unosi,
Przedziera przez skały i wilgotną ziemię,
I słyszę, spod gleby powierzchni zanosi
Swe modły przy ogniu afrykańskie plemię.

Dłońmi delikat, wręcz eterycznymi,
Ten dym, co się zbudził ze śpiączki wiekowej,
Ziemi warstewki odtrąca wciąż nowej
Z drogi ku górze; dziejami dawnymi
Jest on wysycony jak drewno ligniną,
Kształtuje w początków sapiensa obrazy,
Gdy homo rozumny ganiał za zwierzyną,
Gdy matka mej matki tworzyła wyrazy.

Dźwięki pierwotne, bez zbędnej agresji
W miksturze najpierwszej faun/flory dziś brodzą,
W ścisku podziemnym przez tłumy przechodzą.

Zrywają haczyki tych stu głosów presji,
Gdy dotrą do uszu niosących ich masę,
Wytoczą się z ziemi, przebędą swą trasę
I przetną maraton szczur-człeka, mój bieg,
Wycisną z małżowin zabity w nich ćwiek.

Wraz z nutą ulotną, co djembe wydziela,
Paruje koncepcja i wiedza z głębiny.
Im dłużej to chłonę, tym mniej onieśmiela
Mnie cała ta wizja, gdy ucieka z gliny
Zebranych doświadczeń calutkie skupisko,
Grzebanych przez wieki pod ziemią czerwoną,
Zachwyca mnie czucie, że z chwilą skończoną
Spamiętam halucyn, spamiętam to wszystko.

Nade mną spoczywa brzuszysko kosmosu,
Leniwco-stwora, co niegdyś ze stosu
Galaktyk był złożon, stężonych w punkciku...
Zachwyt mnie ściska, nie trzeba mi krzyku,
Bo w duszy mam żywy znów Afryki śpiew,
Gdy widzę jak w worze rozrywa się szew,
W worku skał planet i ogonów mroźnych,
Zdobiących ciało tych komet niegroźnych,
Co leją się w próżni w miliony stron nieba,
Ta gwiazd zawiesina, co karmi me zmysły.
Powrotu w korzenie, och, tego mi trzeba,

By kosmos i dżungla z mych myśli nie prysły,
Gdy wrócę do dziennej wędrówki przez Ziemię.







***[9 lutego 2014] Całkiem pozytywne widzenie, niekoniecznie rzeczywistości, ale widzenie, które ostatnimi dniami nasiliło się w stopniu szczególnie dużym, świadomość tego, że w przyrodzie naprawdę nic nie ginie, że to, co było kiedyś, jest wciąż z nami, „że obieg pierwiastków w przyrodzie”, że część przeszłości jest pogrzebana pod warstwą ziemi i po prostu czeka, żeby powrócić do życia pod inną postacią, w końcu fascynacja muzyką amerykańskiego zespołu Cynic, te czynniki skłoniły mnie do opisania takiej oto wizji, która w minionych dniach lutego nie dała mi spokoju, co cieszy mnie niebywale.***

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz